Patricia wysiliła się na jeden ze swoich najbardziej kusicielskich uśmiechów. Roztrzepała jedną ręką lekko włosy i rozpięła jeden guzik w swojej koszuli. 'Wyobraź sobie, że idzie ci podrywać Lautnera. Może będzie mniej bolało.' zagrzała się dziewczyna. Odetchnęła głęboko i ruszyła, lekko kręcąc tyłkiem, w stronę mężczyzny. Był już nieźle przyćmiony alkoholem, jednak dla niej było to za mało. Musiała mieć stu procentową pewność, że wszystko pójdzie po jej myśli. W jej fachu nie było miejsca na żadną pomyłkę. Jeden błąd byłby jej końcem. Nie uważając mogła sama wydać na siebie wyrok. Nie. Tyle razy jej się udało. Teraz będzie tak samo. Wsunęła się jednym zgrabnym ruchem na miejsce koło mężczyzny. Postawiła kieliszki na stoliku, jednocześnie chwytając w lewą rękę tabletkę. Pozwoliła sobie na bliższy kontakt ze swoją ofiarą. Palcem wskazującym prawej ręki ujęła jego podbródek, lekko unosząc mu głowę.
-Może przenieślibyśmy się w bardziej ustronne miejsce – zaproponowała pochylając się nad nim i szepcąc mu to do ucha.
-No dobrze. Zaraz zadzwonię po taksówkę i będziemy mogli pojechać do mnie.
'Nie, nie, nie. Nie ma mowy. Znajdziemy się u mnie czy tego chcesz czy nie.
-Wolałabym jednak pojechać do mnie. To nie daleko, więc moglibyśmy się przejść. Poza tym twoja żona mogłaby wcześniej wrócić do domu – szybko wybiła mu ten pomysł z głowy. Taki obrót spraw był jej zupełnie nie na rękę. - A mam w sypialni parę umilających czas zabawek – dodała by upewnić go, jak jego propozycja była bezsensowna. Czuła jak ulega.
-No dobrze. To się zbierajmy.
-Poczekaj. Nie po to szłam po drinki, by je teraz zostawić.
Nie dał się długo prosić. Już zaczął sięgać po kieliszek, gdy Patricia powstrzymała go ruchem dłoni.
-Pozwól mi to zrobić – powiedziała i nachyliła się nad nim. Ugryzła go lekko w kącik wargi i ledwo powstrzymała odruch wymiotny. Miał na brodzie co najmniej dwu tygodniowy zarost, a wargi jakby pokrywał śluz. 'Zaślinił się jak małe dziecko. W sumie to cały jest jak małe dziecko. A moja dzisiejsza robota będzie jak odebranie dziecku lizaka. Obleśnemu, ale jednak dziecku. Nie jestem pewna czy moje poświęcenie jest warte tego cukierka. Mimo iż wezmę za tę słodycz parę kawałków' pomyślała. Ta niby-pieszczota miała tylko odwrócić jego uwagę. Z niemałym obrzydzeniem zaczęła go całować. Podczas gdy prawą rękę opierała na jego piersi, lewą zaczęła lekko wycofywać. Odszukała jeden kieliszek. By mieć pewność, że wrzuca pigułkę do napoju, okrążyła palcem krawędź pojemnika. Wypuściła tabletkę do napoju. Zatrzymała rękę, by nie pomylić napojów. Odczekała chwilę i oderwała swoje usta od niego. Złapała kieliszek za nóżkę i delikatnie go podniosła. Zwykle nie uważała zbytnio by kogoś nie zalać. Chodziło jej o to, by nie wylać przez przypadek napoju z rozcieńczoną pigułką. Uniosła kielich do ust mężczyzny i dosłownie wlała płyn w usta mężczyzny. Gołym okiem widać było, jak nagle powiększyły mu się źrenice. Jego łapa osunęła się ciężko z jej pleców. Zaczął się zachowywać jak po podaniu narkozy, która nie zadziałała do końca. Patricia uśmiechnęła się zadowolona. Z drapieżnym wyrazem twarzy zbliżyła się do mężczyzny.
-Chodźmy już do mnie. Mam dosyć tego zatłoczonego klubu – wymruczała mu do ucha.
Jednym płynnym ruchem podniosła się z niego i złapała go za rękę, by pomóc mu wstać. Ie stawiał jakiegokolwiek oporu. Dziewczyna, cały czas uśmiechając się kokieteryjnie, nałożyła płaszcz. Cały czas trzymając go za rękę, zaczęła zmierzać w stronę drzwi. Szła tyłem. Nie przerywała kontaktu wzrokowego, który nawiązała, zaraz po podaniu narkotyku. Poruszała się z wdziękiem tancerki i zwinnością kota. Doskonale wiedziała gdzie stawiać nogi, nawet nie patrząc się na drogę. Hipnotyzowała go wzrokiem, jak wąż swoją ofiarę. Doszli do drzwi. Patricia, dalej nie odwracając się, wymacała klamkę i nacisnęła. Nie popatrzyła się nawet na schody. Wchodziła tyłem. Nie zachwiała się przy tym, ani nie zawahała. A on szedł za nią, wpatrzony jak w obrazek. Obydwoje nie zerwali kontaktu wzrokowego gdy uderzyła w nich fala zimnego powietrza, a pierwsze krople deszczu spadły na ich głowy.
-Może jednak zamówimy taksówkę. Zmokniesz – mężczyźnie ledwo udało się to wybełkotać. Patricia zbliżyła się do niego.
-Ciii – położyła mu palec na ustach. - Potraktujmy to jako grę wstępną – szepnęła, lekko mrużąc oczy. -Nikomu jeszcze nie zaszkodził wcześniejszy prysznic.
Przytaknął tylko, a jego oczy miały coraz mniej obecny wyraz.
poniedziałek, 19 maja 2014
środa, 7 maja 2014
Unit 1, Part 1/3
Patricia kolejny już raz tego wieczoru zatrzepotała wdzięcznie rzęsami. Czuła się jak jedna z tych nastolatek szukających sponsorów, a usta i policzki zaczynały boleć ją od ciągłego uśmiechania się.
-No ale ja, jak zwykle wspaniały... - zaczął nową opowieść jej towarzysz wieczoru. Która to już była? Dziewczyna nie potrafiła zliczyć. Przestała go słuchać już po pierwszej, gdy przekonała się, jak bardzo zmyślona i nudna jest. W swojej dwuletniej karierze nie spotkała jeszcze tak namolnego i przynudzającego gościa.
'O przestań wreszcie przynudzać i opowiadać tylko o sobie' pomyślała, 'nie dziwię się, że ktoś chce się go pozbyć.'
-Pójdę po coś do picia – zaproponowała, by choć na chwilę wyrwać się od mężczyzny. 'Jak on w ogóle miał na imię?' zaczęła się zastanawiać. 'Z resztą nie ważne'. Zaczęła przedzierać się przez tłum. Znajdowała się w klubie 'Scream'. Musiała przyznać, że nazwa pasuje idealnie do tego co działo się w środku. Dookoła panował taki hałas, że ledwo mogła usłyszeć własne myśli. Wystrój pomieszczenia zresztą nie był lepszy. Wszędzie neony. Mnóstwo neonów. Na balkonie, ponad 3,5 metra nad ziemią, znajdowała się konsoleta, za którą stał DJ. 'Małolat, z beznadziejnym gustem muzycznym' pomyślała. Miała rację. Właśnie puszczał, jeden z gorszych remiksów znanej piosenki. Patricia akurat nie mogła sobie przypomnieć co to była za piosenka, ale długo się tym nie zamartwiała. 'Dla tych ludzi nie ważne przy czym, ważne by się zalać, zaciągnąć kogoś do łóżka, a potem mieć kaca i rzygać na każdym kroku. Dzisiejsze ambicje.' Zeszła po schodach na parkiet. Klub był specjalnie tak skonstruowany, by tańczący nie zawadzali o pijących i rozmawiających. Podczas gdy stoły i fotele, a także rury do striptizu znajdowały się za barierką na podwyższeniu, które tworzyło mocno kwadratowe półkole. W środku znajdował się drewniany parkiet. Mimo, że ściany były ciemne, w pomieszczeniu było jasno za sprawą dobrego oświetlenia.
-I tych cholernych neonów. Tego, kto projektował ten wystrój powinno się powiesić – powiedziała sama do siebie dziewczyna, jednak jej głos szybko zginął w potwornym rumorze. - Dlaczego ten kretyn nie pomyślał, by bar umieścić na tym samym podwyższeniu co stoliki?
Bar rzeczywiście znajdował się jeszcze wyżej, we wnęce. Klub znajdował się w dużej części pod ziemią. Mimo iż Patricia z całego serca nienawidziła tego miejsca, musiała tu przebywać. Tylko tutaj jej wspólnikowi udało się znaleźć pracę na barze. Żałowała, że nie postarał się o posadę w tym nowym gotyckim klubie na przedmieściach Londynu, jednak sama musiała przyznać, że mogłaby wzbudzać pewne podejrzenia, kierując swoją ofiarę zamiast do normalnego miejsca, na odludzie.
W końcu udało jej się dotrzeć do baru.
-Czego szanowna pani się napije? - zaczepił ją jakiś mężczyzna. Na oko koło czterdziestki, łysiejący, zalany już tak, że przestał nad sobą panować. Gdy Patricia spróbowała go zignorować, ten stał się jeszcze bardziej namolny. - No nie daj się prosić – przysunął się jeszcze bliżej i złapał ją za pośladek. Tego już było dla niej za wiele. Jedank zamiast go zaatakować, zaczęła zachowywać się jak każda typowa kobieta:
-Proszę mnie zostawić! - krzyknęła troche zbyt piskliwym głosem. - Ależ dlaczego pan mnie dotyka? - spytała z wyrzutem.
Mężczyzna zignorował ją, przysunął się jeszcze bardziej, i zaczął ją wręcz napastować. Szepnął jej do ucha:
-Oj daj spokój kochanie. Odpuść i chodź ze mną dobrowolnie, albo zaciągnę cię tam, czy tego chcesz czy nie. To jak?
Teraz już nie wytrzymała i odepchnęła go lekko. Gdy ten z powrotem wrócił popchnęła go jeszcze mocniej. Mężczyzna nie zdołał utrzymać równowagi i upadł na parkiet.
-Dziwka – syknął pod nosem. Próbował się podnieść, podpierając się na przypadkowym gościu. - I tak zaraz znajdę lepszą – rzucił jej na do widzenia.
Patricia przewróciła tylko oczami, i odwróciła się z powrotem do baru. Nagle przed nią wyrósł kolejny mężczyzna:
-Czego sobie pani życzy?
-A weź spierdzielaj. Nie jestem panienką do towarzystwa – bez namysłu zaatakowała rozmówcę.
-No ja cię znam bardziej jako płatnego mordercę niż panienkę do towarzystwa. Chociaż na tym też zbiłabyś niezły majątek. Spytam jeszcze raz: Czego sobie pani życzy?
-A to ty – dopiero teraz uświadomiła sobie, że to był Ethan, jej wspólnik. - Poproszę dwa razy 'volcano'. Jeden z przesyłką specjalną.
-Tak szybko? Jest dopiero 1:00. Zazwyczaj grę wstępną kończysz o 3, i wtedy rozpoczyna się prawdziwa zabawa.
-Gdybyś miał siedzieć z przynudzającym dziadem, kompletnie nie umiejącym ukryć swoich popędów, też odechciałoby ci się zabawy – mruknęła. Chciała już tylko by ta noc się skończyła. Myślała o ciepłym łóżku, czystej pościeli i porządnej dawce snu.
-Żadna nowość – stwierdził robiąc napoje. - Tylko nie ulegnij jego urokowi, i się z nim nie prześpij – uśmiechną się kpiarsko.
Patricia spiorunowała go wzrokiem. Jednak nie umiała się na niego długo gniewać. A szczególnie, gdy wypróbowywał na niej ten swój szelmowski uśmiech. Przyjrzała mu się bliżej. W świetle neonów wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. Mocno zarysowane kości policzkowe dobrze współgrały z delikatną linią dolnej szczęki. A Azjatyckie korzenie tylko dodawały mu uroku. Miał wysokie czoło, więc idealnie pasowała mu fryzura a'la Bieber. Zawsze gdy patrzyła się na jego włosy chciało jej się śmiać. Wiedziała, że tak naprawdę ma kręcone i potajemnie je prostuje. 'Gorzej niż kobieta'. Jednak najcudowniejsze co w sobie miał, to oczy koloru idealnie czystej, ciemnej zieleni. Niespotykanie zielone. Całego efektu nie psuły nawet kreski zrobione elyelinerem. Zawsze się tak malował do pracy. W ogóle tego nie rozumiała.
-Wyglądasz jak pedał – rzuciła, biorąc koktajle i odchodząc. Uśmiechnęła się sama do siebie. 'A jak ma wyglądać gej?' Pomyślała i ruszyła w kierunku rozmarzonego mężczyzny.
-Jagody znajdują się na kieliszku z niebieską linią – krzyknął za nią Ethan.
Przyjrzała się naczyniom. Obydwa miały dziwne nóżki. Zakończone były nie wypukłą nóżką, jak większość, a podstawką w kształcie małej niby-tacki. Na jednej z nich leżała malutka, niebieska, okrągła pigułka, niezwykle przypominająca jagodę.
'Jak ja marzę, by ci zmyć ten uśmieszek z twarzy. Ethan, kiedyś ci się odpłacę. Dobra,czas kończyć robotę' pomyślała i przyśpieszyła kroku.
-No ale ja, jak zwykle wspaniały... - zaczął nową opowieść jej towarzysz wieczoru. Która to już była? Dziewczyna nie potrafiła zliczyć. Przestała go słuchać już po pierwszej, gdy przekonała się, jak bardzo zmyślona i nudna jest. W swojej dwuletniej karierze nie spotkała jeszcze tak namolnego i przynudzającego gościa.
'O przestań wreszcie przynudzać i opowiadać tylko o sobie' pomyślała, 'nie dziwię się, że ktoś chce się go pozbyć.'
-Pójdę po coś do picia – zaproponowała, by choć na chwilę wyrwać się od mężczyzny. 'Jak on w ogóle miał na imię?' zaczęła się zastanawiać. 'Z resztą nie ważne'. Zaczęła przedzierać się przez tłum. Znajdowała się w klubie 'Scream'. Musiała przyznać, że nazwa pasuje idealnie do tego co działo się w środku. Dookoła panował taki hałas, że ledwo mogła usłyszeć własne myśli. Wystrój pomieszczenia zresztą nie był lepszy. Wszędzie neony. Mnóstwo neonów. Na balkonie, ponad 3,5 metra nad ziemią, znajdowała się konsoleta, za którą stał DJ. 'Małolat, z beznadziejnym gustem muzycznym' pomyślała. Miała rację. Właśnie puszczał, jeden z gorszych remiksów znanej piosenki. Patricia akurat nie mogła sobie przypomnieć co to była za piosenka, ale długo się tym nie zamartwiała. 'Dla tych ludzi nie ważne przy czym, ważne by się zalać, zaciągnąć kogoś do łóżka, a potem mieć kaca i rzygać na każdym kroku. Dzisiejsze ambicje.' Zeszła po schodach na parkiet. Klub był specjalnie tak skonstruowany, by tańczący nie zawadzali o pijących i rozmawiających. Podczas gdy stoły i fotele, a także rury do striptizu znajdowały się za barierką na podwyższeniu, które tworzyło mocno kwadratowe półkole. W środku znajdował się drewniany parkiet. Mimo, że ściany były ciemne, w pomieszczeniu było jasno za sprawą dobrego oświetlenia.
-I tych cholernych neonów. Tego, kto projektował ten wystrój powinno się powiesić – powiedziała sama do siebie dziewczyna, jednak jej głos szybko zginął w potwornym rumorze. - Dlaczego ten kretyn nie pomyślał, by bar umieścić na tym samym podwyższeniu co stoliki?
Bar rzeczywiście znajdował się jeszcze wyżej, we wnęce. Klub znajdował się w dużej części pod ziemią. Mimo iż Patricia z całego serca nienawidziła tego miejsca, musiała tu przebywać. Tylko tutaj jej wspólnikowi udało się znaleźć pracę na barze. Żałowała, że nie postarał się o posadę w tym nowym gotyckim klubie na przedmieściach Londynu, jednak sama musiała przyznać, że mogłaby wzbudzać pewne podejrzenia, kierując swoją ofiarę zamiast do normalnego miejsca, na odludzie.
W końcu udało jej się dotrzeć do baru.
-Czego szanowna pani się napije? - zaczepił ją jakiś mężczyzna. Na oko koło czterdziestki, łysiejący, zalany już tak, że przestał nad sobą panować. Gdy Patricia spróbowała go zignorować, ten stał się jeszcze bardziej namolny. - No nie daj się prosić – przysunął się jeszcze bliżej i złapał ją za pośladek. Tego już było dla niej za wiele. Jedank zamiast go zaatakować, zaczęła zachowywać się jak każda typowa kobieta:
-Proszę mnie zostawić! - krzyknęła troche zbyt piskliwym głosem. - Ależ dlaczego pan mnie dotyka? - spytała z wyrzutem.
Mężczyzna zignorował ją, przysunął się jeszcze bardziej, i zaczął ją wręcz napastować. Szepnął jej do ucha:
-Oj daj spokój kochanie. Odpuść i chodź ze mną dobrowolnie, albo zaciągnę cię tam, czy tego chcesz czy nie. To jak?
Teraz już nie wytrzymała i odepchnęła go lekko. Gdy ten z powrotem wrócił popchnęła go jeszcze mocniej. Mężczyzna nie zdołał utrzymać równowagi i upadł na parkiet.
-Dziwka – syknął pod nosem. Próbował się podnieść, podpierając się na przypadkowym gościu. - I tak zaraz znajdę lepszą – rzucił jej na do widzenia.
Patricia przewróciła tylko oczami, i odwróciła się z powrotem do baru. Nagle przed nią wyrósł kolejny mężczyzna:
-Czego sobie pani życzy?
-A weź spierdzielaj. Nie jestem panienką do towarzystwa – bez namysłu zaatakowała rozmówcę.
-No ja cię znam bardziej jako płatnego mordercę niż panienkę do towarzystwa. Chociaż na tym też zbiłabyś niezły majątek. Spytam jeszcze raz: Czego sobie pani życzy?
-A to ty – dopiero teraz uświadomiła sobie, że to był Ethan, jej wspólnik. - Poproszę dwa razy 'volcano'. Jeden z przesyłką specjalną.
-Tak szybko? Jest dopiero 1:00. Zazwyczaj grę wstępną kończysz o 3, i wtedy rozpoczyna się prawdziwa zabawa.
-Gdybyś miał siedzieć z przynudzającym dziadem, kompletnie nie umiejącym ukryć swoich popędów, też odechciałoby ci się zabawy – mruknęła. Chciała już tylko by ta noc się skończyła. Myślała o ciepłym łóżku, czystej pościeli i porządnej dawce snu.
-Żadna nowość – stwierdził robiąc napoje. - Tylko nie ulegnij jego urokowi, i się z nim nie prześpij – uśmiechną się kpiarsko.
Patricia spiorunowała go wzrokiem. Jednak nie umiała się na niego długo gniewać. A szczególnie, gdy wypróbowywał na niej ten swój szelmowski uśmiech. Przyjrzała mu się bliżej. W świetle neonów wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. Mocno zarysowane kości policzkowe dobrze współgrały z delikatną linią dolnej szczęki. A Azjatyckie korzenie tylko dodawały mu uroku. Miał wysokie czoło, więc idealnie pasowała mu fryzura a'la Bieber. Zawsze gdy patrzyła się na jego włosy chciało jej się śmiać. Wiedziała, że tak naprawdę ma kręcone i potajemnie je prostuje. 'Gorzej niż kobieta'. Jednak najcudowniejsze co w sobie miał, to oczy koloru idealnie czystej, ciemnej zieleni. Niespotykanie zielone. Całego efektu nie psuły nawet kreski zrobione elyelinerem. Zawsze się tak malował do pracy. W ogóle tego nie rozumiała.
-Wyglądasz jak pedał – rzuciła, biorąc koktajle i odchodząc. Uśmiechnęła się sama do siebie. 'A jak ma wyglądać gej?' Pomyślała i ruszyła w kierunku rozmarzonego mężczyzny.
-Jagody znajdują się na kieliszku z niebieską linią – krzyknął za nią Ethan.
Przyjrzała się naczyniom. Obydwa miały dziwne nóżki. Zakończone były nie wypukłą nóżką, jak większość, a podstawką w kształcie małej niby-tacki. Na jednej z nich leżała malutka, niebieska, okrągła pigułka, niezwykle przypominająca jagodę.
'Jak ja marzę, by ci zmyć ten uśmieszek z twarzy. Ethan, kiedyś ci się odpłacę. Dobra,czas kończyć robotę' pomyślała i przyśpieszyła kroku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)